Wróciłam.
Moje narzekania i niechęć do wyjazdu okazały się zupełnie niesłuszne. Wszystko, co miało się udać- udało się i to z nawiązką.
Była długa i męcząca podróż, chodzenie na plaże, opalanie się, pływanie w słonym morzu, lody, pączki, zdjęć mnóstwo, rejs promem, spacery wieczorem, jeżowce, spanie o każdej możliwej porze, remiczek & makao, drinki, dyskoteka, moje kalectwo, zwiedzanie chorwackiej przychodni, spiewanie, świrowanie, dużo śmiechu, pomawianie, "Bartki opanowały Chorwację!", jedzenie kotów i psów, miłe towarzystwo i, przede wszystkim, Olek.

Ludzie, którzy początkowo wkurzali w miarę upływu czasu stawali się znośni, aż w końcu, wczoraj i dzisiaj aż żal mi było, że się nie integrowaliśmy.
Chcę jeszcze raz!